Ani dumnego zwyciężcy hałasów,
Ni zwyciężonych braci naszych jęku.
70 Tam, w środku cichej, pasterskiej zagrody,
Na twoim ręku; u twojego łona
Zapomnę, że są na świecie narody,
Że jest świat jakiś - będziem żyć dla siebie.
Wróć, powiedz, pozwól! - Milczała Aldona,
Konrad umilknął, czekał odpowiedzi.
Wtem krwawa jutrznia błysnęła na niebie:
Aldono, przebóg! ranek nas uprzedzi,
Zbudzą się ludzie i straż nas zatrzyma;
Aldono! - wołał, drżał z niecierpliwości,
80 Głosu nie stało, błagał ją oczyma
I załamane ręce wzniósł do góry,
Padł na kolana i żebrząc litości,
Objął, całował zimnej wieży mury.
Nie, już po czasie - rzekła smutnym głosem,
Ale spokojnym - Bóg mi doda siły,
On mię zasłoni przed ostatnim ciosem.
Kiedym tu weszła, przysięgłam na progu
Nie zstąpić z wieży, chyba do mogiły.
Walczyłam z sobą; dziś i ty, mój miły,
90 I ty mi dajesz pomoc przeciw Bogu.
Chcesz wrócić na świat; kogo? - nędzną marę!
Pomyśl, ach, pomyśl, jeżeli szalona
Dam się namówić; rzucę tę pieczarę
I z uniesieniem padnę w twe ramiona,
A ty nie poznasz, ty mię nie powitasz,
Odwrócisz oczy i z trwogą zapytasz:
„Ten straszny upiór jestże to Aldona?”
I będziesz szukał w zagasłej źrenicy
I w twarzy, która... ach! myśl sama razi...