I sny sprowadza o Litwie i tobie;
A potem, potem, po moim skonaniu,
Niech przyśpiewują i na Alfa grobie.
Alf już nie słyszał, on po dzikim brzegu
Błądził bez celu, bez myśli, bez chęci.
Tam góra lodu, tam puszcza go nęci,
W dzikich widokach i w naglonym biegu
140 Znajdował jakąś ulgę - utrudzenie.
Ciężko mu, duszno śród zimowej słoty;
Zerwał płaszcz, pancerz, roztargał odzienie
I z piersi zrzucił wszystko - prócz zgryzoty.
Już rankiem trafił na miejskie okopy,
Ujrzał cień jakiś, zatrzymał się, bada...
Cień krąży dalej i z cichymi stopy
Wionął po śniegu, w okapach przepada,
Głos tylko słychać: - Biada, biada, biada!
Alf na ten odgłos zbudził się i zdumiał,
150 Pomyślił chwilę - i wszystko zrozumiał.
Dobywa miecza i na różne strony
Zwraca się, śledzi niespokojnym okiem;
Pusto dokoła, tylko przez zagony
Śnieg leciał kłębem, wiatr północny szumiał;
Spójrzy ku brzegom, staje rozrzewniony;
Na koniec wolnym, chwiejÄ…cym siÄ™ krokiem
Wraca się znowu pod wieżę Aldony.
Dostrzegł ją z dala; jeszcze w oknie była.
Dzień dobry! - krzyknął - przez tyle lat z sobą
160 Tylkośmy nocną widzieli się dobą;
Teraz dzień dobry - jaka wróżba miła!
Pierwszy dzień dobry - po latach tak wielu.
Zgadnij, dlaczego przychodzÄ™ tak rano? -
ALDONA