Siedział patrzając w okno pustelnicy. -
Daj mi płaszcz, szablę, bądź zdrów, wierny sługo.
Pójdę ku wieży, - bywaj zdrów na długo,
Może na wieki! Posłuchaj, Halbanie,
Jeżeli jutro, gdy dzień zacznie świecić,
200 Ja nie powrócę, opuść to mieszkanie. -
Chcę, chciałbym jeszcze cóś tobie polecić -
Jakżem samotny! pod niebem i w niebie
Nie mam nikomu, nigdzie, nic powiedzieć
W godzinę skonu - prócz jej i prócz ciebie.
Bądź zdrów, Halbanie, ona będzie wiedzieć,
Ty, zrzucisz chustkę, jeśli jutro rano...
Lecz cóż to? słyszysz? - w bramę kołatano.
Kto idzie? - trzykroć odźwierny zawołał.
Biada! - krzyknęło kilka dzikich głosów;
210 Widać, że strażnik oprzeć się nie zdołał
I brama tęgich nie wstrzymała ciosów.
Już orszak dolne krużganki przebiega,
Już przez żelazne pokręcone wschody,
Do Wallenroda wiodące gospody,
Łoskot stóp zbrojnych raz w raz się rozlega;
Alf, zawaliwszy wrzeciądzem podwoje,
Dobywa szablę, wziął czarę ze stoła,
Poszedł ku oknu: - Stało się! - zawoła,
Nalał i wypił: - Starcze! w ręce twoje!

220 Halban pobladnął, chciał skinieniem ręki
Wytrącić napój, wstrzymuje się; myśli;
Słychać za drzwiami coraz bliższe dźwięki,
Opuszcza rękę: - to oni; już przyśli.

Starcze! rozumiesz, co ten łoskot znaczy?

WQPYYVM WJKQBYM WJKXGYM WQVKGXM WQGYXVM   Meble Wypoczynkowe | Kolorowanki Malowanki | Wyszukiwarka Mp3 | Szukam Wsplokatorw | Domeny