Z urzędu mego chcecie słuchać sprawy? -
Patrzcie na tyle zgubionych tysięcy,
Na miasta w gruzach, w płomieniach dzierżawy.
260 Słyszycie wicher? - pędzi chmury śniegów,
Tam marzną waszych ostatki szeregów.
Słyszycie? - wyją głodnych psów gromady,
One siÄ™ gryzÄ… o szczÄ…tki biesiady.

Ja to sprawiłem; jakem wielki, dumny,
Tyle głów hydry jednym ściąć zamachem!
Jak Samson jednym wstrząśnieniem kolumny
Zburzyć gmach cały, i runąć pod gmachem!

Rzekł, spójrzał w okno i bez czucia pada,
Ale nim upadł, lampę z okna ciska;
270 Ta trzykroć, kołem obiegając, błyska,
Na koniec legła przed czołem Konrada;
W rozlanym płynie tleje rdzeń ogniska.
Lecz coraz głębiej topi się i mroczy,
Wreszcie, jak gdyby dając skonu hasło,
Ostatni, wielki krąg światła roztoczy,
I przy tym blasku widać Alfa oczy,
Już pobielały - i światło zagasło.

I w tejże chwili przebił wieży ściany
Krzyk nagły, mocny, przeciągły, urwany, -
280 Z czyjej to piersi? - wy się domyślicie;
A kto by słyszał, odgadnąłby snadnie,
Ze piersi, z których taki jęk wypadnie,
Już nigdy więcej nie wydadzą głosu:
W tym głosie całe ozwało się życie.

Tak struny lutni od tęgiego ciosu
Zabrzmią i pękną; zmieszanymi dźwięki
Zdają się głosić początek piosenki,
Ale jej końca nikt się nie spodziewa.

WJQKJXM WJKYZVM WJXPBJM WQYJZVM WQVXZVM   Sofy | Kot³y Na Drewno | Opryszczka | Wywóz ¦mieci Warszawa | Spa Zachodniopomorskie