Z odmiennym licem, z różnym blaskiem w oku,
40 Drzemiąc· to w ciemnym, to w srebrnym obłoku,
Zniżał swą cichą i samotną głowę;
Jak dumający w pustyni kochanek,
Obiegłszy myślą całe życia koło,
Wszystkie nadzieje, słodycze, cierpienia,
To łzy wylewa, to spójrzy wesoło,
Wreście ku piersiom zmordowane czoło
Skłania - i wpada w letarg zamyślenia.

Przechadzką inni bawią się rycerze,
Lecz Arcykomtur chwil darmo nie traci,
50 Zaraz Halbana i celniejszych braci
Wzywa do siebie i na stronę bierze,
Aby z daleka od ciekawej rzeszy
Zasięgnąć rady, udzielić przestrogi.
Wychudzi z zamku, na równinę spieszy;
Tak rozmawiając, nie pilnując drogi,
Błądzili kilka godzin w okolicy,
Blisko spokojnych jeziora Wybrzeży.
Już ranek, pora wracać do stolicy.
Stają, - głos jakiś - skąd? - z narożnej wieży;
60 Słuchają pilnie -- to głos pustelnicy.
W tej wieży dawno, przed laty dziesięciu,
Jakaś nieznana, pobożna niewiasta ,
Z dala przybywszy do Maryi-miasta -
Czy ją natchnęło niebo w przedsięwzięciu,
Czy skażonego sumienia wyrzuty
Pragnąc ukoić balsamem pokuty -
Pustelniczego szukała ukrycia
I tu znalazła grobowiec za życia.

Długo nie chcieli zezwalać kapłani,
70 Wreście stałością prośby przełamani
Dali jej w wieży samotne schronienie.
Ledwie stanęła za święconym progiem,

WQJVQVM WJJKZYM WJXKJQM WQZZPPM WQKJVKM   Wiedza I Praktyka | Download Mp3 | Gry Komputerowe | Skateshop | Meble Kuchenne Szczecin