Leżeli, jak w sarkofagach, w cementowych długich basenach z uniesionymi

pokrywami - wzdłuż, jedni na drugich. Mieli ręce opuszczone wzdłuż ciała, nie

złożone na piersiach według pogrzebowego rytuału. A głowy odcięte od torsów

tak równo, jakby byli z kamienia.

W jednym z tych sarkofagów leżał na stosie umarłych znany już "marynarz"

bez głowy - młodzieniec wspaniały, wielki jak gladiator. Na jego piersi

szerokiej wytatuowany był kontur statku. Poprzez zarysy dwóch kominów

przechodził napis wiary daremnej: Bóg z nami.

Mijaliśmy jeden za drugim baseny pełne trupów, a obaj cudzoziemscy

panowie szli także i także patrzyli. Byli lekarzami i lepiej od nas rozumieli, co to

znaczy. Na potrzeby Instytutu Anatomicznego przy uniwersytecie wystarczyłby

zapas czternastu trupów. Tu było ich trzysta pięćdziesiąt.

Dwie kadzie zawierały same głowy bezwłose, odcięte od tamtych ciał. Leżały

jedne na drugich - twarze człowiecze, niby zesypane do dołu ziemniaki - jak

popadło; jedne bokiem, jak się leży na poduszce, inne obrócone w dół albo na

wznak. Były żółtawe i gładkie, też świetnie zakonserwowane, też równiutko od

karku odcięte, jak z kamienia.

W rogu jednej kadzi spoczywała na wznak ta nieduża, kremowa twarz

chłopca, który umierając mógł mieć osiemnaście lat. Lekko skośne, ciemne

WQQJGGM WJQYZKM WJZVBJM WQXVJGM WQVVQJM   Wierzyñski Kazimierz | Fotki | Rolnictwo | Ogrzewanie | Agd Rtv