PRZY TORZE KOLEJOWYM
Należy do tych umarłych jeszcze jedna, ta młoda kobieta przy torze
kolejowym, której ucieczka się nie udała.
Daje się poznać już dziś tylko w opowiadaniu człowieka, który to widział
i który nie może tego zrozumieć, żyje też już tylko w jego pamięci,
Wiezieni długimi pociągami w zaplombowanych wagonach do obozów zniszczenia
uciekali niekiedy po drodze. Ale niewielu się na taką ucieczkę ważyło.
Wymagało to odwagi większej, niż tak bez nadziei, bez sprzeciwu i buntu
jechać na pewną śmierć.
Ucieczka udawała się niekiedy. W ogłuszającym łoskocie pędzącego towarowego
wagonu nikt z zewnątrz nie mógł usłyszeć, co się w środku dzieje,
Jedynym sposobem było wyłamanie desek z podłogi wozu. W ciasnocie
stłoczonych ludzi, zgłodniałychm cuchnących i brudnych, rzecz zdawała się
prawie niewykonalna. Trudno było się nawet poruszyć. Zbita masa ludzka,
miotana rwącym rytmem pociągum zataczała się i kołysała w dławiącym zaduchu
i ciemności. Jednak ci - zbyt słabi i lękliwi - którzy nie mogli marzyć
o ucieczce, rozumieli, że innym trzeba to ułatwić. Odchylali się, przywierali
do siebie, unosili powalane nawozem stopy, by otworzyć drogę do wolności
innym.
Podważenie deski z jednej strony było już początkiem nadziei. Trzeba ją