samej chwili nad głowami podróżnych rozległa się seria strzałów - jakby coś
wybuchało na dachu wagonu. I zaraz strzały umilkły. Ale jadący mogli teraz
patrzeć na ciemne miejsce po wyrwanych deskach, jak na otwór grobu. I jechać
spokojnie dalej w stronę własnej śmierci, która czekała ich u kresu drogi.
Pociąg od dawna zniknął w ciemnościach ze swym dymem i łoskotem,
naokoło był świat.
Człowiek, który nie może zrozumieć i nie może zapomnieć, opowiada to
jeszcze raz.
Gdy się rozwidniło, kobieta, ranna w kolano, siedziała na zboczu rowu
kolejowego, na wilgotnej trawie. Ktoś zdołał uciec, ktoś dalej od toru, pod
lasem, leżał bez ruchu. Uciekło kilku, zabitych było dwóch. Ona jedna została
tak - ani żywa, ani umarła.
Gdy znalazł ją, była sama. Ale powoli zjawiali się ludzie w tym pustkowiu.
Nadchodzili od strony cegielni i ode wsi. Stawali lękliwie, patrzyli
z oddalenia - robotnicy, kobiety, jakiś chłopiec.
Co chwila tworzył się niewielki wianuszek ludzi, którzy stojąc oglądali się
niespokojnie i prędko odchodzili. Przychodzili inni, ale też nie zatrzymywali
się dłużej. Rozmawiali z cicha między sobą, wzdychali, jakoś się naradzali
odchodzÄ…c.
Rzecz nie nasuwała wątpliwości. Jej kręte krucze włosy były rozczochrane