oczy nie byly zamknigte, tylko zaledwie spuszczone. Pełne usta, barwy tej samej
co twarz, przybrały wyraz cierpliwego, smutnego uśmiechu. Brwi równe
i wyraźne unosiły się ku skroniom jakby z niedowierzaniem. Oczekiwał w tej
najdziwniejszej, przechodzącej jego pojęcie sytuacji na ostateczne orzeczenie
świata.
Dalej były znowu baseny z umarłymi, a później kadzie z ludźmi przeciętymi na
pół, pokrajanymi na części i odartymi ze skóry. W jednym tylko basenie leżały
osobno i daleko nieliczne zwłoki kobiet.
Poza tym w podziemiu obejrzeliśmy jeszcze parg basenów pustych, zaledwie
wykończonych, bez pokryw. Oznaczały, że zapas trupów, potrzebnych żyjącym,
był niedostateczny, że istniał zamiar powiększenia całej imprezy.
Później z obu profesorami przeszliśmy do czerwonego domku i tam
widzieliśmy na wyziębłym palenisku ogromny kocioł, pełen ciemnej cieczy. Ktoś
obyty z terenem uchylił pokrywy i pogrzebaczem wyciągnął na wierzch
ociekający płynem, wygotowany tors człowieczy, odarty ze skóry.
W dwóch innych kadziach nie było nic. Ale w pobliżu, na półkach oszklonej
szafy, leżały rzędem wygotowane czaszki i piszczele.
Widzieliśmy też skrzynię, a w niej ułożone warstwami - oczyszczone
z tłuszczu, spreparowane cienko płaty skóry ludzkiej. Na półce słoje z sodą
kaustyczną, przy ścianie wmontowany w mur kocioł z zaprawą i duży piec do
spalania odpadków i kości.
Wreszcie na wysokim stole kawałki mydła białawego i chropowatego i parę
metalowych, powalanych zeschłym mydłem foremek.
Nie wchodziliśmy już tym razem na strych po drabinie, by oglądać tam
zalegające wysoko polepę zsypisko czaszek i kości. Zatrzymaliśmy się tylko na
chwilę w tej części dziedzińca, gdzie widać ślady spalonych całkowicie trzech
budynków, szczątki pieców metalowych typu krematoryjnego i bardzo licznych
rur i przewodów. Wiadomo, że i czerwony domek podpalano już dwukrotnie. Za
każdym razem jednak powstający pożar został dostrzeżony i ugaszony.
Wyszliśmy razem z profesorami, którzy od razu odłączyli sig od nas
i prowadzeni przez kogoś nieznajomego udali się w swoją drogę.