w sposób zbyt wyraźny, jej oczy przelewały się zbyt czarno i nieprzytomnie

pod opuszczonymi powiekami. Do niej nie odezwał się nikt. To ona zapytywała,

czy ci, co leżą pod lasem, nie żyją. Dowiedziała się, że nie żyją.

Był biały dzień, miejsce otwarte, z dala zewsząd widoczne. Ludzie

zwiedzieli się już o wypadku. Czas był wzmożonego terroru. Za danie pomocy

lub schronienia groziła pewna śmierć.

Jednego młodego człowieka, który stał dłużej, później odszedł na parę kroków

i znowu wrócił, poprosiła, by przyniósł jej z apteki weronalu. Dała pieniądze.

Odmówił.

Chwilę leżała zamknąwszy oczy. Znów usiadła, poruszyła nogą, ujęłają w obie

ręce, usunęła z kolana spódnicę. Ręce miała zakrwawione. Ten wyrok śmiertelny

na nią, uwięzły w jej kolanie, tkwił tam jak gwóźdź, którym przybita była do

ziemi. Leżała długo i spokojnie, oczy zbyt czarne mocno zakryła powiekami.

Gdy je wreszcie odsłoniła, zobaczyła wokół siebie nowe twarze. Ale ów młody

człowiek jeszcze stał. Wtedy poprosiła, by kupił jej wódki i papierosów.

Wyświadczył jej tę przysługę.

Gromadka na zboczu nasypu ściągała uwagę. Wciąż ktoś nowy się przyłączał.

Leżała pośród ludzi, ale nie liczyła na pomoc. Leżała jak zwierzę ranne na

WQJXZGM WQVJZGM WQGPKZM WJXPJQM WJKGYQM   Zanêty | Dekoracje ¦lubne I Weselne | Akwarium W ¦cianie | Opony Zimowe | Zalety Sauny