ponad tamtymi nowe schody i znowu jednym długim tchem sięgają piętra

drugiego.

U wejścia na trzecią kondygnację stoimy chwilę przy oknie. Patrzymy

w wielkie, odrapane, ciemne i brudne podwórze.

- Jakie pani ma zajęcie?

- Sprzątam i pilnuję mieszkania. Bo w tym mieszkaniu będzie żydowskie

ambulatorium.

- Więc znalazła pani swoich ludzi? Ma pani opiekę i przyjaciół?

- Jestem sama - odpowiada spiesznie. - Jestem sama - powtarza jeszcze

raz.

- Jednak ten pan, który odszedł, kupował dla pani okulary. I oko.

Na to z trudem przystaje.

Owszem, kupią mi to oko. I nawet chcą wprawić zęby. - Zawahała się i ciężko

wyznała: - Ale to nie jest rodzina.

Idziemy już ostatnią kondygnacją i znów wracamy równym pomostem,

obwiedzionym drewnianą poręczą. W miejscu gdzie na niższych piętrach są okna,

na trzecim otwierają się wypełzłe, chwiejne drzwi oszklone. Wychodzą na

napowietrzny ganek drewniany z poręczą, uczepiony muru, trzeszczący nad

próżnią.

Zatrzymujemy się przy trzecich z kolei drzwiach, zamkniętych jak gdyby na

okiennice.

To tutaj - powiada.

Wyjmuje klucz i otwiera wetkniętą w skoble olbrzymią kłódkę. Drzwi

otwierają się na rozległe, puste mieszkanie. Jeden pusty, ponury pokój,

z umytą podłogą, drugi też wysprzątany, z niskim pod ścianą legowiskiem.

WQKXBJM WQQQVXM WQXBBVM WQBBQVM WJJGKVM   Bieszczady Noclegi | Noclegi Nad Morzem | Instrumenty Dête | Drukarnia | Meble Ekskluzywne