sensie metaforycznie.
- No, wzięłam parę cebulki i miałam tam mannę kasze, więc to jadłam. Nie,
nie gotowane. Skąd! nie było przecież wody. Miałam też trochę kawy mielonej,
zbożowej, to także jadłam surową tę kawę. Nic mnie nie bolało. Myślałam:
umrę. Byłam taka osłabła. Byłam sama jedna na świecie.
Raz usłyszałam, że był ruch na ulicy. Było to w grudniu 42 roku. Usłyszałam
ruch, to wiedziałam, że już placówki nie pilnują. Więc zeszłam. Po akcji
można było znowu chodzić w środku między drutami. Owszem, była jeszcze gmina
żydowska. Oni dawali trochę chleba.
Ale nie było ważne to całe życie nasze...
Miałam kilka koszuli, to sprzedawałam i kupiłam sobie chleb na jutro, na
pojutrze.
Oko straciłam pierwszego stycznia 43 roku. Była taka zabawa u Niemców.
Oni się bawili w Sylwestra. Zastrzelili sześćdziesiąt pięć ludzi. Z mojego
domu to ja jedna zostałam, że jeszcze żyję. Strzelali na ulicy, na śniegu,
o szóstej rano. Wchodzili do mieszkań. To ja chciałam uciekać, wyskoczyłam
przez okno. Myślałam, że się zabiłam. I dostałam strzał w oko.
Jak do mnie strzelali, to tak czułam: "a może jeszcze żyję..."
Zniżyła głos, mówiła poufnie:
- Pani powiem: ja chciałam żyć. Nie wiem, bo nie miałam męża ani rodziny,