Czym? Kija miała. Dostałam od niej po głowie. A za co?
śmieje się z politowaniem.
- Bo ona tak chciała, nic więcej.
Wszystkie wtedy dostały. Bo jedna kapowa, taka fuhrabtarina, powiedziała
o jednej z nas, że ona robi geszeft. że coś kupuje. I za tę jedną wszystkie
dostały. Ale czy ona robiła geszeft? Ja nie wiem.
Uciec nie można było. Jedna panienka uciekła. To ją złapali i powiesili.
Taki tam stał słup i hak... Było nas z dziesięć tysięcy na placu i musieliśmy
wszystkie na to patrzeć.
Była spokojna, bardzo spokojna - esman spytał się, co ona chce przed
śmiercią. A ona powiedziała: "Nic, nic, prędzej rób, co chcesz". Dwadzieścia
lat miała, była delikatna.
Byli też dwaj bracia. Oni się później sami powiesili.
Wstała, żeby wypuścić robotników, którzy już skończyli swoją pracę. Ale
wróciła zaraz i usiadła na swym miejscu.
- Raz przyszedł esman ze Skarżyska-Kamienna, szef Imfling. Powiedział:
Kto chce pracować, to pojedzie do pracy". Umiałam pracować, to pojechałam.
To była fabryka amunicji.
Tam nie dostałam bicia ani razu. Ale tam też coraz była selekcja, jak już
kto raz był w szpitalu, to go zabili. Kto miał zwolnienie od pracy, choćby
parę dni przestał robić - już go zabili!
Ja miałam tylko jedno oko i zrobił mi się na tym oku taki jęczmień jak