wrzód. No to byłam ślepa. Ale pracowałam, żadnego dnia nie opuściłam, po
dwanaście godzin. Tydzień przez dzień, tydzień przez noc. I widzi pani, nie
uwolniłam się, nie poszłam do doktora. Bałam się. Bo to była śmierć.
Myślałam, że może przeżyję i tak, a może...
Uśmiechnęła się nieśmiało i wstydliwie.
- Widać znowu chciałam żyć.
Jeszcze coś sobie przypomniała.
- Teraz pani powiem, jak było z zębami.
Kiedy przyszłam do Skarżyska-Kamienna, tam dawali tylko trochę zupy.
To byłam strasznie głodna.
Można było jedzenie kupić od robotników, którzy przychodzili pracować
z miasta. Czasami sami coś dawali, ale prędzej trzeba było kupić. A ja nie
miałam pieniędzy. To sama wyrwałam sobie złote zęby.
Czy wyrwałam sznurkiem? Nie. Tylko przez kilka dni ruszałam, ruszałam. Jak
się dobrze ruszał, to już łatwo dał się wyrwać. Sam wyszedł. Za jeden ząb
dostałam osiemdziesiąt albo osiemdziesiąt pięć złotych. I kupiłam sobie dosyć
chleba.
Trzynaście miesięcy tak robiłam w Skarżysku. Jak się Ruski przybliżył do
Skarżyska, to Niemcy całą fabrykę z nami przenieśli do Częstochowy. I tam
była znowu taka sama robota.
Siedemnastego stycznia przyszli Sowieci. Esmani uciekli szesnastego. W
Częstochowie było piętnaście tysięcy Żydów. Zostało pięć tysięcy, resztę
powieźli do Niemiec, kolejami. Nic na to nie można było zrobić. Były takie
zapisy. Majster zapisywał i ludzi według zapisu brali.
Majstrzy nas pilnowali. żeby jeszcze parę godzin Sowieci nie przyszli,
byłoby po nas.
Byliśmy już ustawieni na ulicy. Ale Sowieci przyszli i majstrzy uciekli.
Czyśmy się ucieszyli, jak przyszli? Tak, cieszyliśmy się bardzo. Bośmy już
nie byli za drutami, bośmy byli wolni. Witaliśmy ich, aleśmy ani nie
krzyczeli nic.
Westchnęła.
- Nie mieliśmy siły...