walizki.

Bielizny z trupów już nie kazali zdjąć.

Po obszukaniu trupów kładliśmy je do rowu, na przemian, jednego głową

przy nogach drugiego, bardzo ciasno, żeby się dużo zmieściło. Wszystkie

obrócone twarzą do dołu. Im wyżej, tym rów był szerszy, pod wierzch mieściło

się tak około siebie ze trzydzieści trupów. W trzech, czterech metrach rowu

mieściło się tysiąc.

Do lasu przyjeżdżał dziennie transport uduszonych trzynaście razy, w jednym

samochodzie szło na raz do dziewięćdziesięciu. Żydzi oczyszczali podłogę

samochodu, jak co złotego znaleźli, też oddawali do walizki. Mydła i ręczniki

odchodziły z powrotem do Chełmna.

Od początku namawiałem się z drugimi, żeby uciec. Ale ludzie byli za bardzo

przygnębieni. Praca nasza trwała cały dzień, póki się nie ściemniło. Przy

pracy bili nas, żeby to szło prędzej. Jak który za powoli pracował, to kazali

się położyć twarzą na trupach i z rewolweru strzelali mu w tył głowy.

Żandarmi, którzy nas pilnowali w czasie służby, byli trzeźwi. Byli zawsze

ci sami. Z nami nie rozmawiali. Czasami nam który rzucił do rowu paczkę

papierosów.

Raz przyjechało do lasu Żuchowskiego trzech obcych Niemców. Rozmawiali

z oficerami SS, oglądali razem zwłoki, śmiali się i odjechali.

WJZQKVM WJVPQPM WJZGQVM WQYZBVM WQKPYXM   Anna Jantar | Seo | wietliki Kopukowe | Wideofilmowanie Olsztyn | Obrczki