zapomniał, Mówił, że wróci, ale już nie wrócił. Pocztę, jak wyjechał, posyłali mu
do Halle an der Saale, Anatomisches Institut.
Siedzi, zeznając, na krześle pod ścianą, naprzeciwko okien, w świetle. Jest
całkowicie widoczny - w swych zastanowieniach i namysłach, w usilnej chęci,
żeby dokładnie powiedzieć wszystko, jak było, by nie opuścić nic. On jest jeden,
a nas jest osób kilkanaście: członkowie Komisji, miejscowe władze, sądownicy.
Nadmiar gorliwości sprawia, że niekiedy bywa niejasny.
- Co to jest recept?
- Recept wisiał na ścianie. Asystentka, która była ze wsi, przywiozła stamtąd
recept na mydło i wypisała. Nazywała się Koitek. Asystentka techniczna. Ona
też wyjechała, ale do Berlina. Oprócz receptu była jeszcze notatka na ścianie, To
napisał von Bergen. Ona dotyczyła zupełnego oczyszczenia kości do wyrobu
kościotrupów. Ale kości się nie udały, zniszczyły się. Albo była za duża
temperatura, albo za silny płyn - zatroszczył się jeszcze tym dawnym kłopotem.
- Mydło z receptu zawsze się udało. Tylko raz się nie udało. To ostatnie, co
leżało w Palarni na stole, ono nie jest udane.
Produkcja mydła odbywała się w Palarni. Kierował produkcją sam doktor
Spanner ze starszym preparatorem von Bergen. Z tym, co jeździł po trupy. Czy