nogi, tylko spodnie, a tak był nagi.
Była fioletowa zasłona, za nią drugi pokój i prokurator. Starszy preparator
rozmawiał później z katem i opowiadał. Więc słyszeli mowę prokuratora, szum,
jakieś rozciąganie, tupanie - jakby ktoś biegał. I uderzyło żelazo. Kat
meldował, że wyrok wykonany. A my już widzieliśmy, jak czterech trupów
wynieśli w trumnie otwartej.
Czy to był ksiądz przy tym poświęceniu, ja nie wiem. Ale mówili, że jeden
wojskowy w mundurze to był ksiądz.
Na jeden raz to z tego więzienia von Bergen przywieźli z Wohlmannem sto
trupów.
Ale później Spanner chciał trupów z głowami. Nie chciał też rozstrzelanych,
za dużo koło nich było roboty, zawsze zaśmiardły. Jeden na przykład niemiecki
wojskowy przyszedł skazany na śmierć. Ten miał nogę złamaną i przestrzeloną.
A był też i bez głowy. Wszystko na raz. Z zakładu wariackiego to były trupy
z głowami.
Spanner schował zawsze trupy na zapas. Bo jak później było za mało trupów,
więc wtedy już musiał brać trupów bez głów.
Ten wielki marynarz bez głowy jest z gdańskiego więzienia. Trupy przecięte
wpół są dlatego, że całe nie chciały wejść do kotła, nie chciały się
zmieścić.
Człowiek jeden da tłuszczu może z pięć kilogramów. Tłuszcz przechowywał