ROZDZIAŁ I


-Otóż i Kijów!
Tak mówił do siebie młody człowiek nazwiskiem Józef Szwarc, wjeżdżając do starożytnego miasta, gdy rozbudzony formalnościami rogatkowymi ujrzał się niespodzianie wśród ulic i zabudowań miejskich.
Serce zadrgało mu radośnie: był młody, darł się do życia, więc też wciągnął w szerokie płuca, ile mógł, świeżego powietrza i z wesołym uśmiechem powtórzył:
-Otóż i Kijów!
Buda żydowska toczyła się z wolna, podskakując na wystających kamieniach. Szwarcowi sprzykrzyło się siedzieć w niej pod przykryciem z płótna, kazał tedy Żydowi skierować się do najbliższego zajazdu, a sam szedł obok piechotą.
Potoki ludzi, jak zwykle w mieście, płynęły w rozmaite strony, sklepy błyszczały wystawą, powozy mijały się jedne z drugimi, kupcy, generałowie, żołnierze, żebracy, mnisi snuli się przed oczyma Szwarca. Dzień był handlowy, miasto więc przybrało typowy widok tego rodzaju zbiorowisk. Tu nic nie było na darmo: żaden ruch, żadne słowo nie zdawało się być zmarnowane. Kupiec za handlem, urzędnik za urzędem, złodziej za oszustwem - wszystko goniło przed siebie z jakimś wyraźnym celem, wszystko pchało przed siebie życie, myśląc o jutrze, dążąc do czegoś... a ponad tym gwarem i ruchem unosiła się atmosfera gorąca i słońce zarówno odbijało się w błyszczących szybach gmachów, jak w pierwszym okienku.

WQPXJXM WQXXGXM WQVGQZM WJQGJPM WJZYXQM   Kredyt Samochodowy | Taniec Towarzyski Krakw | Bielizna | Odywki | Biuro Podry, Nowy Scz