Pełski bąknął coś niezrozumiale. Widocznie postać i sposób obejścia się Szwarca imponowały mu niemało.
-Dlaczegoś mu wskazał adres Luli? - pytał Augustynowicz Szwarca.
-Dlatego, że byłbym popełnił śmieszność, nie chcąc go dać.
-A ja go nie dałem!
-Cóżeś mu powiedział?
-Tysiąc rzeczy z wyjątkiem adresu, nie wiedziałem, czy będziesz kontent z tego.
-Byłby go i tak znalazł.
-Ehe, będzie wesoło u pani Wizbergowej. Będziesz tam dzisiaj?
-Nie!
-A jutro?
-Nie!
-A kiedy?
-Nigdy.
-Nie sztuka, stary, uciekać przed niebezpieczeństwem.
-Jam nie rycerz błędny, nie Don Kichot, wolę unikać niebezpieczeństw i zwyciężyć, niż wywoływać je i upaść. Nakazuje mi tak nie średniowieczna fanfaronada, ale rozum.
Nastała chwila milczenia.
-Byłeś wczoraj u Heleny? - pytał Augustynowicz.
-Byłem.
-Kiedy wasz ślub?
-Natychmiast jak uzyskam stopień.
-Może to i lepiej dla ciebie, że sprawa tak się skończy.
-Dlaczego to mówisz?
-Kiedy bo nie wiem, czy się nie rozgniewasz, ale ta Lula, ot, ja jej nie wierzę, do kroćset!
Szwarca oczy błysnęły dziwnym światłem; położył rękę na ramieniu Augustynowicza.
-Nie mów ty o niej nic złego! - rzekł z naciskiem.
Szwarc istotnie chciał, by hrabianka, oderwana odeń mocą wypadków, pozostała mu w duszy niepokalana. Lubował się jej wspomnieniem.

WQPPJPM WQBBZJM WQBGVZM WJJZXXM WJQXZBM   List Motywacyjny | programy lojalnociowe | Forum Na Kady Temat | Noni | Presskan