-Lula zamyślona tylko. Budzę cię, Lulu, w kolorze czarnym, czy kochasz?
Hrabianka zrozumiała myśl Malinki, nie zmieszała się jednak.
-Czarny kolor to kolor smutku, w każdym razie to mój kolor.
-I piękny jak twoje słowo, kuzynko! - dodał Pełski.
Po herbacie siadła do fortepianu, a zza pulpitu widać było jej piękne czoło, oznaczone regularnymi brwiami. Grała jakiś smętny mazurek Szopena, a z twarzy jej nie schodziła tęsknota i niepokój.
Augustynowicz znał muzykę i z tonów odgadł stan duszy hrabianki, mimo to pomyślał:
-Tęskni, więc gra, a gra, bo kuzynek słucha.
Wracając do domu rozmyślał jednak dłużej o Luli i o Szwarcu, niżby po jego lekkomyślnej naturze należało się spodziewać.
-E, do szatana! co to będzie? co to będzie? - pomrukiwał z cicha.
Wśród tych rozmyślań wszedł do mieszkania. Szwarc jeszcze nie spał, siedział podparty na łokciach nad jakąś książką.
-Byłeś u pani Wizbergowej?
-Byłem.
Niecierpliwość w połączeniu z ciekawością drgała na twarzy Szwarca, widocznie chciał rozpytywać się o wieczór; ale rozmyśliwszy się, podparł znów głowę rękoma i jął czytać.
Nagle jednak rzucił książkę i przeszedł się parę razy po izbie.
-Byłeś tedy u pani Wizbergowej.
-Byłem.
-Ha!...
-No, co?
-Nic.
Siadł znów do książki.