Rży mój kary, ziemię grzebie!...
To cała powieść: Koń, postać szlachetna, z jej strony łzy i uśmiechy, potem los ich rozłącza, potem się spotykają... godzą... i... Numa idzie za Pompiliusza!
Ostatnie słowa Augustynowicz wymówił z pewną złością.
-Mówisz o Luli i Pełskim? - pytał ponuro Szwarc.
-Tak jest; Pełski zobaczył ją przez ciekawość, a ona, jak wiesz, śliczna dziewczyna, toteż rola podobała mu się. Pełski człek powszedni, arystokrata... jednym słowem, zero... ale... jeśli nie będzie zważał na posag...
-Ba, jeśli? - przerwał Szwarc, podchwytując ostatnie słowo.
-A ty czego się łudzisz? Tobie to winno być wszystko jedno, tyś nie dziecię ani niewiasta; wiedziałeś, coś robił, idąc do Heleny w oświadczyny!
Szwarc zamilkł; Augustynowicz ciągnął dalej:
-Mówię: Pełski człowiek młody o bogaty, ona mu się bardzo podoba, to może i nie zważać na posag, ona mu się podoba, to grunt!
-Przypuśćmy, że nie będzie zważał na posag, dalej?
-W takim razie Lula zostanie Pełską.
-Zgodzi się, mówisz, na to?
Oczy Szwarca płonęły.
-Słuchaj, stary, ja mówię: nie wiem, do czego ta rozmowa. Dziś by się może nie zgodziła... ale za pół roku lub rok to się zgodzi. Gdybyś tam bywał, mógłbyś z nim walczyć, inaczej, powtarzam, ona się zgodzi.