Szwarc otworzył oczy.
-Ciekawym, co to będzie? - mruknął Augustynowicz, udając, że śpi jak zabity.
Tymczasem zdziwienie jego rosło nie na żarty. Szwarc spojrzał nań podejrzliwie, po czym jak złoczyńca obejrzał się wkoło, wreszcie odsunąwszy szufladę stolika począł w niej szukać jakiegoś przedmiotu.
-Hej, czy tylko nie zechce w łeb sobie strzelić lub się otruć? - pomyślał cokolwiek przestraszony Augustynowicz.
Ale Szwarc nie myślał ani się zabijać, ani truć. Przedmiot, który wydobył, była to po prostu rękawiczka. Jedna mała, wyżółkła i pokurczona rękawiczka, mizerna pamiątka, historyczny podarek, przy którym się mówi: "Adio, adio! caro mio! Pamiętaj!" A jednak Szwarc, jak ongi Emrod, poszedłby po nią "między tygrysa i między dwa lamparty" - tylko kwestia, czyby potem odszedł i więcej nie wrócił. Na punktach głupoty schodzą się częściej wieki niż w rozsądku.
Szwarc podniósł tę rękawiczkę do ust.
-Wsty-ydź się, stary! - ryknął Augustynowicz.
Istotnie było coś w tym upokarzającego i Szwarc bardzo się potem wstydził swego postępku. Nazajutrz wyszedł do dnia, by uniknąć Augustynowicza, który zresztą na serio był oburzony i rozgniewany. Zdawało mu się, że się zawiódł na Szwarcu: "I ten mazgaj, jak i drudzy!" - mówił, myśl ta zrodziła w nim niesmak, jaki zwykle czujemy, zaczynając tracić szacunek do człowieka, którego szanowaliśmy dotąd.