-Czegoż to wszystko dowodzi?
-Że jej niełatwo zrzec się myśli o Szwarcu. Co tam zaszło? co tam zaszło, że jego nie ma?
-A gdyby był?
-Nie poszłaby za Pełskiego!
-Żartuję sobie z tego "nie poszłaby".
-Bo pan ze wszystkiego żartujesz... Ale Szwarc? Czy to szlachetnie z jego strony tak ją opuścić?
-Kto go tam wie, co on myśli robić?
Malinka odpowiedziała z mocą:
-On sam powinien wiedzieć i cokolwiek zamierza, nie ukrywać tego przed nią.
-On nie ma czasu, pracuje.
Tegoż dnia Malinka przekonała się jednak, że Szwarc nie siedzi tak pilnie w domu, jak o tym rozpowiadał Augustynowicz. Wyszedłszy z matką na ulicę, spotkała go idącego z jakimś młodym człowiekiem. Nie spostrzegł ich, Malinka prawie przeraziła się jego widokiem. Wydawał się jej tak blady, tak przygnębiony, jakby po ciężkiej chorobie. "Więc on był chory!" - myślała wróciwszy do domu. Teraz zrozumiała, dlaczego Augustynowicz nie chciał wytłumaczyć jego nieobecności: "Szwarc mu nie kazał, by nie przerażać Luli."
Szwarc nagle wyrósł w mniemaniu Malinki do wysokości ideału.
Wieczorem, jak zwykle, zjawił się Augustynowicz. W salonie tym razem była pani Wizbergowa i hrabianka.
-Panie Adamie! - zawołała Malinka - wiem już, dlaczego pan Józef nie był u nas tak dawno.