-Jak mi w oczach ciemno!... Jam nie wiedziała, że go tak kocham - mówiła cała drżąca i rozpłoniona.
Pierś jej wznosiła się szybko. Znów jakaś rzewniejsza myśl ubrała jej czoło w blaski anielskie, rzuciła się na kolana przed obrazem Bogarodzicy.
-Matko Boża! - zawołała głośno. -Jeżeli kto ma cierpieć lub umrzeć, niech ja cierpię, a jego chroń i kochaj, Mateczko moja Najświętsza!
Wstała spokojna i tak jasna światłem miłości, że rzekłbyś, w ciemnym pokoiku świeciła jak srebrna lampka przed obrazem Bogarodzicy.
Przez parę następnych dni Augustynowicz nie pokazywał się wcale; przyszedł za to Pełski i wedle przewidywań Malinki oświadczył się o rękę Luli. Ujrzawszy twarz kuzynki spokojną i pełną uśmiechu, z dobrą nadzieją wynurzył jej swe życzenia i nadzieje, tym też boleśniej się zdziwił, gdy Lula dała mu stanowczo odmowną odpowiedź.
-Kocham innego! - oto była treść tej odpowiedzi.
Pełski chciał się dowiedzieć, kto był "ten inny"; Lula powiedziała mu bez wahania, po czym - jak zwykle się czyni w takich razach - ofiarowała mu swą przyjaźń.
Ale Pełski nie przyjął ofiarowanej mu na pożegnanie ręki.
-Za wieleś mi zabrała, za mało dajesz, kuzynko - szepnął zgnębionym głosem. -Za szczęście całego życia... przyjaźń!