Jednak Lula nie czuła wyrzutów po jego wyjściu; myślała wówczas o czym innym. Bywa to złą stroną miłości, że nigdy nie myśli o czym innym, tylko o sobie. Wyłącza szczegóły, a za to włącza ogół. Czujesz, że gdyby świat był człowiekiem, przycisnąłbyś go do piersi i ucałował w głowę jak ojciec.
Coś podobnego czuła Lula, gdy szła do pokoju Malinki po wizycie Pełskiego. Potrzebowała wyznać komuś wszystko, co jej leżało na sercu.
Malinka siedziała przy oknie, a na pociemniałych mrokiem szybach widać było jej łagodną, zamyśloną twarzyczkę. Nagle ręce Luli oplotły się koło jej szyi.
-To ty, Lulu? - spytała cicho.
-Ja, Malinko! - szepnęła Lula.
Siadła na małym stołeczku u nóg Malinki, głowę położyła na jej kolanach.
-Moja dobra Malinko, ty się już nie gniewasz na mnie ani pogardzasz mną?
Malinka pieściła ją jak dziecię.
-Bo widzisz, byłam bardzo grzeszna, ale dziś odszukałam się we własnym sercu. Jak mi tu dobrze przy tobie! Pamiętasz, jak to dawniej długo, długo tak rozmawiałyśmy nieraz! Niech i dziś tak będzie!... dobrze?
Malinka uśmiechnęła się na wpół smutno, na wpół figlarnie i odparła:
-Dziś tak będzie, ale później się zmieni. Przyjdzie tu pewien jegomość i zabierze Lulę, a ja zostanę sama.