ROZDZIAŁ XIX
Mówiliśmy, że Augustynowicz bał się wyznać Szwarcowi, co zaszło u pani Wizbergowej. Lula zawiodła jego oczekiwania: mimo arystokracji, mimo Pełskiego kochała jednak młodego doktora, skoro wieść o jego chorobie mogła nią do tego stopnia wstrząsnąć.
Augustynowicz stracił humor i zwykła sobie swobodę myśli. Mimo woli czuł teraz dla Luli szacunek, a szacunek dla kobiety, a! to było czymś dlań tak obcym, taką dysharmonią w jego moralnym organizmie, że sam z sobą nie mógł trafić do ładu. Miał minę człowieka złapanego na kłamstwie, a kłamstwem tu były jego pojęcia o kobietach. Sposępniał wielce. Raz nawet - rzecz dziwna, a obca dlań lub zapomniana - wyrwały mu się z ust słowa pełne goryczy: "Ot, gdyby taka jedna w życiu - mówił - a człowiek nie byłby tym, czym jest." Szwarca unikał, bał się go, wahał się, to chciał mu wyznać wszystko, to znów odkładał do jutra. Sam wreszcie Szwarc zwrócił uwagę na dziwaczność jego postępowania.
-Co tobie jest, Adamie? - spytał.
-A o Lulę to on się już nie może spytać! - zawołał z komiczną rozpaczą Augustynowicz.
Szwarc zerwał się na równe nogi.
-O Lulę? Co to znaczy? Mów!
-Nic nie znaczy, co by miało znaczyć? Czy to wszystko ma zaraz coś znaczyć?
-Augustynowicz ty coś ukrywasz?