-A on to tylko o Luli myśli! - wołał z coraz większą rozpaczą zapytany.
Szwarc z niesłychanym wysileniem zapanował nad sobą, ale był to ów groźny spokój przed burzą. Zapadłe policzki zbladły mu jeszcze więcej, oczy pałały.
-O, powiem wszystko - wołał, uprzedzając wybuch, Augustynowicz - powiem, powiem! E, kto mi zabroni ci powiedzieć, żeś wygrał sprawę! Niech mnie szatan, jeżeliś nie wygrał! Ona cię kocha.
Szwarc przeciągnął drżącą ręką o spotniałej twarzy.
-Pełski? - spytał krótko.
-Jeszcze się nie oświadczył.
-Ona wie o mnie wszystko?
-Szwarc!
-Mów!
-Ona nic nie wie, ja jej nic nie mówiłem!
Głos Szwarca był głuchy i ochrypły, gdy spytał:
-Dlaczegoś mi taką krzywdę wyrządził?
-Szwarc! ja myślałem, że ty się wrócisz do niej.
Szwarc załamał ręce, aż palce trzeszczały w stawach; ostatnie słowa Augustynowicza padły nań jak zarzewie. Wrócić się do niej to opuścić Helenę; a czyż to samo sumienie nie broniło sprawy Heleny? Wrócić się do Luli to kupić szczęście całego życia; ale wrócić się do niej to zbezcześcić Helenę, to zabić ją, stać się nikczemnym, to kupić wzgardę u siebie dla siebie. Niestety, w duszy Szwarca odbywał się ten diabelski taniec człowieka samego z sobą. Tańcował Szwarc ze Szwarcem przy kapeli namiętności. Różne myśli, zamiary, sposoby wichrzyły mu w piersiach, bój toczył się na całej linii.