Augustynowicz patrzał na towarzysza z twarzą rozpaczliwie głupowatą i miałby, jak to mówią, ochotę porwać się za kołnierz i wyprowadzić za drzwi.
Nagle Szwarc wstał.
Jakieś postanowienie rysowało się na twarzy. Sprawa była rozegrana.
-Augustynowicz!
-Ehe?
-Pójdziesz natychmiast do Wizbergowej i powiesz Luli, że się żenię, że za miesiąc mój ślub i że nigdy do niej nie wrócę. Nigdy, rozumiesz?
Augustynowicz zabrał się i poszedł.
Przyjęła go, jak wiemy Malinka. Lula miała słuchać ich rozmowy za drzwiami.
Malinka, rozmarzona poprzednią pogadanką z Lulą, wesoła i uśmiechnięta, szczerze ścisnęła rękę Augustynowicza.
Augustynowicz jednak nie odpowiedział jej szczerze.
-Dobrze, żeś pan przyszedł - mówiła - mam panu dużo, dużo powiedzieć.
-A i ja mam dużo powiedzieć - odparł Augustynowicz. -Przychodzę jako poseł.
-Od Szwarca?
-Od Szwarca.
-Zdrowszy?
-Chory. Pełski tu był?
-Był. Właśnie o nim chciałam mówić.
-Słucham, panno Malinko.
-Oświadczył się o Lulę.
-I cóż?
-Odmówiła. Panie Adamie, ona tylko Szwarca kocha, ona do niego tylko chce należeć. Moja droga, poczciwa Lula!
Chwilę trwało milczenie.
Augustynowicza głos drżał, gdy z wolna wymawiał następne słowa:
-Ona do niego nie będzie należała.
-Panie Adamie!