-Szwarc już po słowie, żeni się.
Wiadomość ta, niby piorun, uderzyła w obie panienki. Przez chwilę było głuche milczenie.
Nagle otworzyły się drzwi do przyległego pokoju, Lula weszła do salonu.
Na twarzy jej grał rumieniec obrażonej godności niewieściej, w oczach świeciła duma.
Zdawało jej się, że podeptano wszystko, co miała świętego w piersiach.
-Malinko! - zawołała - nie pytaj więcej, zaklinam cię, dość, dość! Ten pan już spełnił poselstwo, dlaczegoż się poniżać odpowiedzią?
I wziąwszy Malinkę za rękę, prawie przemocą wyprowadziła ją z pokoju.
Augustynowicz popatrzył chwilę za nimi, wreszcie kiwnął parę razy głową i rzekł:
-Na proroka! rozumiem ją. Ona ma rację, ale i Szwarc także. Hej, trzeba łatać, póki się wszystko nie pozrywa.
Za chwilę biegł do Pełskiego. Opowiedział mu rzecz całą.
-Jakiś fatalizm - kończył Augustynowicz - ciążył na nich. Szwarc nie mógł inaczej postąpić. Prawda, hrabio?
-Postąpił, jak mu się podobało, ale co pana skłoniło do zawiadamiania mnie o tym?
-Bagatelka! Jeszcze jedno pytanie: czy Lula, odrzucając pańską rękę, nie postąpiła szlachetnie?
-Odpowiedź sobie zostawiam.
-Zostaw ją, kochany panie! Mnie wszystko jedno, mnie Lula nie obchodzi; wiem tylko, że gdy Szwarc się usunie, przyszłość jej nie będzie do zazdrości; a pan jesteś jej kuzynem... Szkoda...
Pełski zamyślił się.
-Szkoda? ha, co za szkoda?
-Że pańskie oświadczyny nie przypadły nieco później.
Pełski szerokimi krokami chodził po pokoju.
-Teraz, nigdy! - szepnął do siebie.
Augustynowicz usłyszał ów monolog.
-Za późno, za późno: kochany panie... Ale, ale, jeszcze maleńka prośba: Nie mów nikomu, żem tu był; szczególniej nie mów u pani Wizbergowej lub Szwarcowi, jeżeli ich będziesz widział kiedy.
-Co mu na tym zależy?
-Wszystko, ale byś tego nie zrozumiał, drogi hrabio. Do widzenia!
Pełski, zostawszy sam, długo rozmyślał, co by istotnie Augustynowiczowi mogło na tym zależeć? Nie wymyślił nic, ale doszedł do przekonania, że jemu samemu mogło coś na tym zależeć.
-Mógłbym wrócić do niej udając, że nie wiem o niczym - mówił. -Biedna Lula!