Upokorzona, połamana "niby od burzy krzew", zepchnięta z posad moralnych, zabita na szczęściu, z suchym płonącym okiem, konwulsyjnie cisnęła do siebie płaczącą Malinkę. Lula nie płakała; chociażby miała jeszcze łzy do płaczu, osuszyłby je gniew.
Malinka zresztą płakała za dwie.
********************************************************************************************************
Nazajutrz hrabianka odebrała dwa listy: jeden od Pełskiego, drugi od Szwarca.
"Pani! - pisał Pełski. -Boleść jakiej doznałem wskutek twej odpowiedzi, nie dozwoliła mi rachować się z własnymi słowami. Odrzuciłem przyjaźń, którąś mi ofiarowała; żałuję tego postępku. Jakkolwiek nie umiem sobie zdać sprawy z twego postępowania ze mną, widzę jednak, że w końcu poszłaś za głosem serca. Oby ten głos nie omylił ciebie, pani! Oby twój wybrany kochał cię tyle co ja, byłbym spokojny o twe szczęście. Nie zarzucam mu nic, nie śmiem sądzić człowieka, którego kochasz. Co do mnie, zmuszony twardą koniecznością rozstać się z nadzieją posiadania ciebie, błagam jak o największą łaskę, nie pamiętaj na słowa moje wyrzeczone w chwili bólu, dozwól mi wrócić i upomnieć się o ową niebacznie odrzuconą przyjaźń, która w przyszłości ma mi szczęście całego życia zastąpić."