Nie dokończył zaczętej myśli, machnął ręką i wszedł do celki.
-Czego chciała Wizbergowa? - spytał apatycznym głosem Szwarc.
-Lula wyjechała do Odessy! - odrzekł szorstko Augustynowicz.
Szwarc zamknął oczy i pozostał przez długą chwilę nieruchomy. Wreszcie ozwał się:
-Szkoda, to dobra była dziewczyna ta Lula.
Augustynowicz ścisnął zęby i nie odpowiedział nic.
********************************************************************************************************
Przyszła wreszcie chwila, w której Szwarc wyszedł ze szpitala, a w miesiąc później ukończył egzamina doktorskie. Było to w jasny jesienny dzień, dwaj przyjaciele wracali z dyplomami w kieszeniach do domu. Twarz Szwarca nosiła na sobie jeszcze ślady choroby, ale zresztą był zdrów zupełnie, Augustynowicz prowadził go pod rękę; przez drogę rozmawiali o przeszłości.
-Siądźmy tu oto na tej ławce - mówił Augustynowicz, gdy weszli do ogrodu. -Śliczny dzień. Lubię wygrzać się na słońcu w dzień taki.
Siedli. Augustynowicz wyciągnął się wygodnie, odetchnął i rzekł wesoło:
-Cóż, stary! Od trzech miesięcy powinni byśmy mieć w kieszeni te marne świstki, które mamy dopiero dzisiaj.
-Tak. Otóż i jesień - odparł Szwarc, odrzucając laską kilka zżółkłych liści leżących wedle ławki.