Wybrał fakultet medyczny.
-Niech się , co chce, dzieje, muszę być i bogatym - powiedział, rozstrzygnąwszy kwestię wydziału.
A było tego wahania tyle dlatego, że Szwarca, jako otwartą głowę, niezmiernie obchodziły tajemnice nauki. Ciągnęła go i literatura, i prawo, nauki przyrodnicze uważał za triumf myśli ludzkiej. Co do tych nauk, opinię tę wyniósł jeszcze ze szkół. Był tam młody nauczyciel chemii, wielki entuzjasta, ten wychodzącym ze szkół uczniom swoim powiedział pewnego razu, położywszy rękę na sercu:
-Wierzcie mi, moi drodzy, że poza naukami przyrodniczymi istnieje tylko gadanina.
Wprawdzie i prefekt, kończąc rekolekcje, zapewniał, że tylko nauka kościelna prowadzi człowieka do szczęśliwości wiekuistej, ale Szwarc, którego prefekt już wówczas nazywał "wszetecznym kacerzem" zrobił tak brzydki grymas, że z jednej strony wzbudził śmiech we wszystkich obecnych, z drugiej ściągnął słuszne po części gromy na swoją głowę.
Wybrał tedy fakultet medyczny.
Zresztą podziałał nań w tym względzie Wasilkiewicz. Ten Wasilkiewicz, sam student, miał słusznie czy niesłusznie ogromny wpływ na młodzież. Zdarzyło się, że na pogawędce studenckiej jakiś gramatyk filolog z większą hipokryzją niżeli szczerością dowodził, że człowiek, który się odda nauce, powinien jej jednej poświęcić samego siebie, zapomnieć o świecie i szczęściu, a wcielić się w nią, być tylko jej wyrazem, zasadą, słowem. Więcej w tym dowodzeniu było fałszywego zapału i nadętości niż prawdy.