Gdy tak rozrywany gwarem wewnętrznej walki szedł, sam prawie nie wiedząc dokąd, nagle usłyszał za sobą dobrze znany głos, śpiewający basem wesołą piosenkę:

Hop! hop! hop! hop;
I podkówka tęgo kuta itd.

Obejrzał się - był to Wasilkiewicz z Augustynowiczem.
-Dokąd idziesz, Gustawie? - spytał pierwszy.
-Ja!... ha! dokąd? - (spojrzał na zegarek). Do wdowy jeszcze za wcześnie!... Tymczasem idę do klubu.
-No, to idź prosto do wdowy.
-Co? dlaczego?
-Biada ci! - zawołał Augustynowicz, wzniósłszy ręce do nieba i nie zważając na przechodniów, zaczął głośno deklamować:

Zamek, na którym brzmiało wesele,
Wieczna żałoba pokryje,
Na wałach dzikie porośnie ziele,
U wrót pies wierny zawyje.

-Nie masz po co chodzić do klubu - dorzucił Wasilkiewicz.
-Cóż się stało?
-Smutek tam lęgnie się ze zgrozą - prawił Augustynowicz.
-No gadajże, co się stało?
-Nieszczęście!
-Jakie?
-Okropne!
-Wasilkiewicz, powiedz za niego po ludzku!
-Władza uniwersytecka zamknęła nasz klub. Ktoś doniósł, że się tam studenci zbierają.
-O której się to stało?
-Dwie godziny temu.
-Trzeba się iść dowiedzieć na miejscu.
-Nie radzę ci. Wsadzą do kozy.
-"Białe ci dłonie skrępują powrozem..."
-Augustynowicz, cicho bądź! Dlaczegoż tego nie zrobili wieczorem? Byliby nas połapali jak ryby w matni.

WQPGZXM WJXVQXM WJVZYJM WQVBYJM WQGGKYM   Fryzura | Meble azienkowe Lublin | Vitaline - Promocja Zdrowia | Angielski Dbrowa Grnicza | Calivita