Ha, miał talent! Odpadały od niego luźno piękne słowa i piękne myśli, nie mając, zda się, związku z nim samym. Były to kwiaty na bagnie. Jednocześnie objawy humoru, w których upadek moralny szedł w parze z bezwstydem, świadczyły o tym najlepiej.
-Ej, Augustynowicz, Augustynowicz! - mawiali mu wtedy koledzy - przy twoich zdolnościach, żeby tak diabeł w tobie nie siedział, co byś ty mógł zrobić, urwisie!
-Właśnie dlatego chcę go zatopić! Nie macie tam czego się napić? - odpowiadał.
Gustaw kilka tylko razy był na tych zebraniach; nie lubił Karwowskiego po prostu dlatego, że go lubili wszyscy. Im trudniej mu szło w życiu, im większe chmury zalegały horyzont jego miłości, tym stawał się drażliwszy, tym więcej gorzkniał. Namiętne a nieszczęsne przywiązania mają to do siebie, że wytwarzają równoległe namiętne nienawiści. Taka nienawiść nie ześrodkowana jeszcze na kogoś lub na coś zalegała piersi Gustawa i tliła się w nim jak zarzewie. Nienawidził wszystkich, którzy posiadali to, czego brak sam odczuwał. Czuł się niby pokrzywdzonym, a za wszelką krzywdę takie natury zwykły płacić, choćby w teorii tylko.
Odsunął się więc od towarzystwa młodzieży, choć jedynie tam były serca, które mogły dla niego uderzać. Wiedział o tym i pomimo nienawiści dla wszystkich kochał ich, jednak zamknął się sam w sobie.

WQJGVVM WQVPBXM WQGZJVM WJXVBXM WJKBYJM