Raz śniło mu się, że klęczał u kolan Heleny i całował jej ręce; czuł wyraźnie jej drogie dłonie na własnym sercu. Potem w sennym zwichrzeniu namiętności trafił ustami na jej usta... i prawie cierpiał z nadmiaru szczęścia...
Potem następowało przebudzenie.
Widywał ją co dzień... był jej tak blisko... a zawsze tak z daleka.
Zmizerniał jeszcze i schudł; w oczach świeciły mu gorączkowe przebłyski niezłamanej woli. Ta gorączka wyczerpywała, ale trzymała go na nogach.
-Ciekawy jestem, co to będzie? - mruczał przez zapiekłe wargi.
Była jednak jedna strona, prawie wzniosła w tym ponurym naprężeniu cierpienia. Gustaw nie marzył, brał życie, jakie było, nie zaś, jakie być mogło. Mimo opłakanego stanu zdrowia umiał pracować i pracował więcej niż kiedykolwiek. Żeby, przyszedłszy od wdowy, zasiąść do pracy, trzeba było nie lada siły - takie zwycięstwa odnosił nad sobą codziennie. Zebrał około siebie kilka zdolniejszych głów i jakby w przeciwstawieniu do zebrań Wasilkiewicz utworzył kółko pracujące wyłącznie naukowo. On i dwaj inni pisali gramatykę języków łotyskich... on, mimo ciągłych kłótni ze współpracownikami, stał na czele tej pracy, a co ukradł cierpieniu, to jej poświęcał. Helenę widywał codziennie.


WQVXBJM WQJQGPM WQZBGPM WQPBVXM WJQVPYM   Czerwone Gitary | Fundusze Unijne | Porady Prawne | Stelae Do Biurek | Hmb