Mimo całego jego realizmu nie dziwmy się tak bardzo tym słowom. Usta, które je wymawiały, świeżo piły z czary uniesienia.
Gdy Szwarc wrócił do domu, Augustynowicz spał w najlepsze; chrapanie jego słychać było już na schodach. Wyciągał piosenkę snu to krótko, to długo, to ciszej, to głośniej, to sapiąc, to dmuchając, to gwiżdżąc.
Szwarc zbudził go.
Postanowił koniecznie go uściskać.
Augustynowicz wytrzeszczył nań zdziwione oczy i w pierwszej chwili zawołał:
-Idźże do...
Szwarc roześmiał się wesoło.
-Dobranoc! - rzekł mu Augustynowicz - powiem ci jutro, skąd wracasz, dziś spać mi się chce, dobranoc.
Nazajutrz była niedziela. Rankiem Szwarc nalewał herbatę, Augustynowicz leżał jeszcze na łóżku i patrząc w sufit palił fajkę. Obaj myśleli o dniu wczorajszym.
Wreszcie Augustynowicz odezwał się pierwszy:
-Wiesz, Szwarc, co mi przyszło do głowy?
-Nie wiem.
-To ci powiem: że nie warto życia wiązać z pierwszą lepszą kobietą, jak Jowiszowi dobrze życzę, nie warto! Są jednak rzeczy lepsze na świecie.
-Skądże ci te myśli?
-Prosto z fajki. Człowiek tak się zwiąże, tak się zrośnie z jedną myślą, a potem przyjdzie lada przeszkoda i ot, z tych pałaców tyle się zostanie, co z tego dymu, który puszczam w tej chwili.