Helena podniosła oczy w górę; w tych oczach błyszczały wielkie łzy wdzięczności. Była piękna jak natchniona. Szwarc jednak miał wyraz surowy, brwi zsunęły mu się na czoło. Myśl, że czczemu wypadkowi, marnemu podobieństwu winien był miłość tej kobiety, posępnym cieniem okryła mu twarz. Potkański inną drogą doszedł do niej. Porównanie to bolało Szwarca; przypomniał sobie słowa Augustynowicza i milczący prowadził dalej Helenę.
Przyszli na cmentarz. Wśród drzew bielały tam krzyże, kamienie i mogiłki. Miasto zmarłych w cieniu zielonych liści spało w cichej powadze. Kilka osób błądziło wśród krzyżów, między gałązkami odezwał się niekiedy ptak na wpół smutno, choć wdzięcznie. Gdzieniegdzie przesunęła się postać cmentarnego stróża.
Helena wkrótce znalazła grób Potkańskiego. Była to duża, obwiedziona żelazną kratą mogiła, u której stóp wznosił się mały, porosły murawą pagóreczek. Leżał tam Potkański z dzieckiem Heleny. Kilka doniczek z kwiatami zdobiło groby, po bokach rosła rezeda; w ogóle mogiłki czysto, a nawet ozdobnie utrzymane świadczyły o czyjejś starownej ręce.
Szwarc zawołał stróża, aby otworzył kratę; Helena uklękła tam z modlitwą w ustach i łzami w oczach.
-Kto utrzymuje te groby? - spytał Szwarc stróża cmentarnego.

WJKZKXM WQPBGYM WJQGKXM WQJZKXM WQXQJJM   Sprzet Wedkarski | Myslovitz-piosenki | Senniki | Krynica Morska | Linki Sponsorowane