-Przychodziła ta pani, przychodził i pan jakiś z długimi włosami, ale teraz to go i nie widać - mówił stróż. -On zawsze płacił za kwiaty, on też kazał tu dać kratę.
-Ten pan także już tu mieszka; rok temu, jak go pochowali - odpowiedział Szwarc.
Stróż kiwnął głową, jakby chciał powiedzieć: "I ty tu zamieszkasz."
-Albo to co, proszę pana? W tamtym mieście kłopoty i umartwienia, a tu jak kto przyjedzie, to i leży spokojnie. Ja sobie nieraz myślę: co by ta Panu Bogu przyszło mizerować jeszcze duszę na tamtym świecie. Mało to człek tu cierpi!
Po chwili Helena skończyła modlić się, Szwarc znów podał jej rękę. Szwarc był milczący, widocznie ciążyło mu coś na sercu; chcący czy niechcący powiódł Heleną inną niż poprzednio drogą. Nagle, blisko już bramy, wskazał ręką jedną z mogił i rzekł zimnym jakimś głosem:
-Patrz, Heleno, oto ten człowiek kochał cię za życia więcej niż Potkański, a jednak nie wspomniałaś o nim.
Dzień pochylał się już cokolwiek; Helena rzuciła okiem na przedmiot, który ukazywał jej Szwarc. Na mogile stał czarny drewniany krzyż, a na nim białą farbą były napisane słowa:
"Gustaw... zmarły dn. ... r..."
Promienie wieczorne malowały niby na krwawo litery napisu.
-Chodźmy stąd... ciemno się robi - szepnęła Helena, tuląc głowę do ramienia Szwarca.
Gdy wchodzili do miasta, mrok już zaczynał się na dobre, ale zabierało się na noc pogodną. Księżyc wielki, czerwonego koloru, wytoczył się zza Dniepru. W gęstych alejach Żandarmskiego ogrodu tu i owdzie słychać było czyjeś kroki; z jednego okna, otwartego w przyległym pawilonie, słychać było tony fortepianu; jakiś młodziutki głosik śpiewał pieśń Szuberta; tony drgały w ciepłym powietrzu - daleko, daleko na stepie odezwała się trąbka pocztarska.
-Śliczna noc - mówiła z cicha Helena. -Dlaczegoś smutny jakiś, Józefie?
-Siądźmy trochę - rzekł Szwarc - zmęczony jestem.
Siedli i oparłszy się o ramiona zadumali się trochę oboje. Nagle z zadumy wyrwał ich jakiś młody, dźwięczny głos; głos ten mówił:
-Słusznie, Karolu! Największym szczęściem jest czysta miłość kobiety, jeśli jest echem głosu prawdziwie męskiej duszy.
Dwaj młodzi ludzie, trzymając się pod rękę, przechodzili z wolna koło ławki, na której siedzieli Szwarc z Heleną.
-Dobry wieczór! - odezwali się obaj, uchyliwszy kapeluszy.
Byli to Wasilkiewicz i Karol Karwowski.
Szwarc, rozstając się z Potkańską, długo trzymał jej rękę przy ustach i cały wzburzony poszedł późno do domu.

WQVGXBM WQJBXBM WQZJQZM WQPVPBM WJQBVKM   Virgin | Biuteria | Lizbona | Nieruchomoci Krakw | Ewelina Flinta