Nie kochał więc Heleny?
Kochał, bo inaczej nie przychodziłby do niej codziennie, nie całowałby jej ust, czoła i rąk; ale pamiętajmy, że to właśnie wypełnia w połowie pragnienie, któremu w innych warunkach czynimy zadość przez ołtarz.
Pojęcie "narzeczona" jest niby przezroczystą zasłoną na obnażonej kobiecie. Przychodzimy do ołtarza, żeby ją zerwać; zerwawszy, tracimy część uroku.
Poczciwa natura ludzka wynagradza ową stratę pojęciem "przywiązanie"; gdy i tego zabraknie, występuje inna, jeszcze mniej powabna rzecz - "przyzwyczajenie".
Ale życie się toczy.
Szwarc uchylił już zasłony, do zupełnego zerwania jej prowadziły dwie drogi: jedna nazywała się ołtarz, druga... była zapomnieniem się chwilowym, zwycięstwem namiętności nad honorem; mniej uczciwa, nieuczciwa po prostu, ale szybka i powabna.
Pierwsza była trudną; w drugiej każda chwila była pokusą, każdy pocałunek pobudką.
Do pierwszej zniechęcała niewczesna opieka nad Heleną, drugą radziła miłość własna.
Ale pierwsza była uczciwą, druga - nie.
Szwarc stał na rozdrożu.
Można by wprawdzie powiedzieć, że uczciwy człowiek nie powinien był się wahać; ale można by także spytać, jak by postąpił uczciwy człowiek w takim razie, gdyby siły pokusy były absolutnie większe od zasobów jego uczciwości?

WJJJYGM WJKPYGM WJXYZQM WQGXVZM WQGQBBM   Aranacja Wntrz Krakw | Domy Warszawa | Nagrzewnice | Lokaty Bankowe | Komornik Licytacja Szczecin