-Znajomych, familii dużo mają?
-Nie muszą mieć, bo nie widziałem nikogo.
Następnie Szwarc w oczekiwaniu Augustynowicza położył się do łóżka, a kazawszy sobie podać szklankę herbaty, usnął niebawem. Gdy się obudził, czuł się cokolwiek chory. Augustynowicza jeszcze nie było, choć już dobrze mroczyło się wówczas. Przyszedł w doskonałym humorze.
Dama, z którą się był poznał, nazywała się Wizbergowa, a miała córkę Karolinę. Augustynowicz auskultował obiedwie: córce przepisał taniec, matce - konną jazdę. Zresztą obiecał być jeszcze u nich i przyprowadzić Szwarca.
-Stara dama mówiła mi, że już pozwy hrabiemu doręczone, co mnie zresztą nie obchodziło - mówił Augustynowicz. -Była nawet u hrabiego, ale zastała tylko hrabiankę, która jej nie poznała. Panienka przestraszyła się bardzo, dowiedziawszy się o celu przybycia starej damy. Pytałem się starej damy, dlaczego upomina się o marne parę tysięcy, kiedy wydaje się być żoną Krezusa? Odpowiedziała, że jej nieboszczyk nazywał się Kleofas, nie Krezus. "Żeby to moje - mówiła - pewno bym nie dokuczała im, ale to wszystko mego dziecka." Wtedy ja ścisnąłem z prawdziwym uczuciem rękę tego dziecka pod stołem: byłem po prostu rozczulony, słowo honoru, byłem rozczulony. Odchodząc pocałowałem w rękę starą damę. Panna ma na imię Malinka, śliczne imię Malinka, choć nie w tym rzecz, żeby się pięknie nazywać. Coś ty taki blady, Szwarc?