Zresztą sam nie wiedział, czy przyszłe możliwe triumfy warte były Heleny. Mieć za całą przyszłość przy sobie kobietę tak wdzięczną i tak kochającą, toż to samo, co w lot uchwycić przelatującą skrzydlatą marę szczęścia, a gdyby przy tym wiedział, ile w tych przyszłych triumfach będzie rzetelnej wagi, ile się tam zawiedzie, ile obliczy naprzód, byłby się nie wahał w wyborze. Ale nie zetknął się jeszcze z obłudą.
Te medytacje zmęczyły Szwarca, lampa w pokoju pociemniała, począł drzemać; nagle stuknięcie jakieś na górze przebudziło go znowu. "I tam nie śpią" - pomyślał sobie, pomyślał o hrabiance i o jej wesołym uśmiechu. "Jak też taka dziewczyna musi spać lekko i spokojnie! Jest jednak w tym coś prawdy, że dziewczyny podobne są do ptaków; człowiek pracuje i mozoli się, i rozmyśla, a one... a to wcale ładny ptaszek ten na górze. Chciałbym ją widzieć śpiącą... Ale to już późno, godzina wpół do drugiej i mnie... Co to..." i raptem zerwał się na równe nogi.
Gwałtowne targnięcie dzwonka ocuciło go zupełnie, otworzył drzwi i podniósłszy lampę spostrzegł przed sobą hrabiankę. Była blada jak trup, jedną ręką trzymała świecę, drugą ogarniała jej płomień. Na sobie miała czepeczek i giełzeczko nocne, przez które świtała jej szyja i piersi.