Zawiązywała się tedy cicha walka między młodym dzieckiem ludu a arystokratyczną dziewczyną. Wytworzyły ją owe zaledwo dające się ująć stosunki, o których wspomnieliśmy wyżej. Walka ta tym była niebezpieczniejszą dla niego, że się jej nie domyślał: hrabianka nie zdołała go olśnić, ale budziła w nim najwyższą sympatię, stała mu się niby ukochanym dzieckiem, którego losy trzymał, jak sądził, w dłoni.
Zajęty nią żywo, zaniedbywał Helenę; wizyty jego u tej ostatniej stały się rzadsze. Więcej gonił za myślą zrobienia przyjemności hrabiance, niż uciekał przed myślą wyrządzenia Helenie przykrości.
Co do hrabianki, łatwo zrozumieć, że i w jej uczuciach dla niego nie było ani mogło być nic nienawistnego. Prawdę powiedziawszy, hrabianka Lula chciała po prostu, żeby ten energiczny demokrata schylił w przyszłości korną i rozkochaną głowę do jej arystokratycznych kolan.
Nie od razu jednak postawiła cel jasno; postawiła go dopiero wówczas, gdy spostrzegła, że Szwarc jest przy tym pięknym mężczyzną. Przypominamy nawiasowo, że hrabianka Leokadia miała dwadzieścia lat i że od dawna w duszy jej budziły się rozliczne tęsknoty i niepokoje, z których nie umiała sobie zdać sprawy. W języku poetów nazywałoby się to echem pragnienia, "by kochać i być kochaną, a może nawet, by umrzeć młodą"; czymkolwiek to jednak było, wystarczyło, by Luli dostarczyć wątku do ustawicznej myśli o Szwarcu. Zaufanie, jakie doń miała, wdzięczność za doznaną opiekę z dnia na dzień zwiększały jej sympatię ku niemu.