I jak dwa gołębie kryły głowy na piersiach jedna drugiej.
Było milczenie.
-Malinko! - rzekła ze łzami w głosie Lula.
-Lulu, moja serdeczna!
-Malinko, ja kocham.
-Wiem, Lulu.
********************************************************************************************************
-Stary! - mówił Augustynowicz do Szwarca.
-Cóż tam nowego?
-Niech mnie!... jeśli to nowe. Widziałem, stary, całowałeś woalik hrabianki... Niech mnie powieszą, jeśliś nie całował... No, lubisz całować; czekaj, mam tu parasol, może parasol będziesz całował, a jeśli parasola nie chcesz, to może zeszłoroczne moje okrycie. Podszewka poobrywała się w rękawach, zresztą dobra. Niech mnie!... Podaj no fajkę... Wiem, stary, co się to znaczy; ta głupia Wizbergowa nic nie wie, ale ja wiem.
Szwarc zakrył twarz rękoma.
Augustynowicz patrzał na niego w milczeniu; szurgał nogami pod stołkiem, pochrząkiwał, mruczał coś przez zęby, wreszcie odezwał się wzruszonym głosem.
-Stary!...
Szwarc nic nie odpowiadał.
Augustynowicz ze współczuciem trząsał go za ramię.
-No, stary, nie gryź się, nie martw... odezwijże się przecie, idzie ci o Helenę.
Szwarc drgnął.
-Idzie ci o Helenę. Uczciwy jesteś, stary... Co tu z nią zrobić... Wiem! Jeśli chcesz, stary? ożenię się z nią; na Jowisza, ożenię...
Szwarc wstał.
Pięknie mu świeciło na szerokim czole postanowienie, a lubo z zasuniętych brwi czytałeś ból i walkę, widać było, że zwycięstwo tam padnie, gdzie Szwarc zechce.
Ścisnął rękę Augustynowicza.
-Wychodzę.
-Dokąd?
-Do Heleny.
Augustynowicz wytrzeszczył na niego oczy:
-Do He-le-ny?..
-Tak! - odrzekł Szwarc - dość oszustwa i wahań! Do Heleny z prośbą o jej rękę.
Augustynowicz popatrzał za odchodzącym i ruszywszy głową mruknął sobie przez zęby:
-Widzisz, głupi Adasiu, jak to ludzie robią.
Po czym nabił fajkę, przewrócił się na łóżko i pykał ze zdwojoną energią.