-Odwiózł rannych...
-No - ale kto by się tego po nim spodziewał?
-Sami go wyzwali.
-Tego się też nie zapierają, ale że on wszystkich posiekał - pięciu! Jednego po drugim. A myślałabyś, że on i kwoczce od kurcząt ustąpi.
-To go ciotuchna nie zna. Aha! - odrzekła z pewną dumą panna Sienińska.
Ale i w głosie pani Winnickiej było tyle samo prawie zdziwienia, co przygany, gdyż urodzona i wychowana w stronach podległych ciągłym napadom tatarskim, od małego przyuczyła się uważać odwagę i sprawność do szabli za pierwszą cnotę męską. Więc gdy pierwszy strach o gości przeszedł, poczęła na cały ten pojedynek patrzyć nieco inaczej.
-Wszelako - mówiła dalej - muszę i im przyznać, że godni kawalerowie, bo nie tylko złości do niego nie czują, ale go jeszcze chwalą, a zwłaszcza ten Cyprianowicz. Że to (powiada) "urodzony żołnierz". I gniewno im nawet na jegomości, któren (mówią) przebrał w Wyrąbkach miarę.
-Ciotuchna też nie lepiej pana Jacka przyjęła.
-Bo zasłużył. A tyś to niby dobrze go przyjęła!
-Ja?
-A ty. Widziałam, jakeś się na niego odęła.
-Moja ciotuchno...
Tu dziewczyna urwała nagle, bo czuła, że się rozpłacze. Jednakże wskutek tej rozmowy Jacek urósł jeszcze w jej oczach. Sam jeden przeciw takim ćwiczonym mężom - i wszystkich posiekał, wszystkich zwyciężył. Mawiał on wprawdzie, że z oszczepem na odyńce jeździ, ale przecie chłopi po brzegu puszczy osiedli jeździli nawet z kłonicami, więc nie było to nikomu dziwne. Natomiast pięciu rycerstwa szlachty pokonać mógł rycerz jeszcze od nich większy i dzielniejszy. Pannie Sienińskiej wydało się to wprost dziwne, żeby człowiek, który miał takie smutne i łagodne oczy, mógł być tak strasznym w bitwie. Więc to jej tylko tak się poddał, tylko od niej tak wszystko znosił, tylko dla niej był taki słodki i ustępujący. Dlaczego? Bo ją kochał nad zdrowie, nad szczęście, nad zbawienie własne. Przed godziną sam jej to wyznał.