Pan Pągowski nie odpowiedział od razu na te słowa, albowiem poczuł w nich wymówkę.
Przypomniał sobie, że gdy stary Cyprianowicz przyjechał przed dwoma laty pokłonić mu się w Bełczączce, przyjął go wprawdzie grzecznie, ale z pewną dumą - i wzajem w odwiedziny do niego wcale nie pojechał, a to z tego powodu, że to był homo novus - i z pochodzenia Ormianin, którego dziad jeszcze kupczył bławatami w Kamieńcu.
Syn tego bławatnika, Jakub, służył już pod wielkim Chodkiewiczem w artylerii i pod Chocimiem tak znaczne oddał usługi, że za protekcją Stanisława Lubomirskiego otrzymał szlachectwo i królewszczyznę Jedlinkę w dożywocie. Dożywocie owo zmieniono następnie w zastaw jego następcy, Serafinowi, za pożyczkę udzieloną po inkursji szwedzkiej skarbowi Rzeczypospolitej.
Młodzian, który przybył z tak skuteczną pomocą podróżnym, był właśnie synem Serafina.
Poczuł więc pan Pągowski wymówkę tym łatwiej, że słowa "zbytnio w pychę nie urośniem" wypowiedział młody Cyprianowicz nieco hardo i z umyślnym naciskiem.
Ale właśnie ta kawalerska fantazja podobała się staremu szlachcicowi, a że przy tym trudno mu było odmówić swemu zbawcy i że do Bełczączki droga była istotnie długa i niebezpieczna, więc nie wahając się już dłużej, rzekł: