-Ojciec dobrodziej wiesz to najlepiej...
Ksiądz Woynowski przymknął na chwilę oczy, jakby chcąc przypomnieć sobie dokładniej czasy ubiegłe, po czym podniósł szklenicę, spojrzał pod światło na miód, pociągnął jeden i drugi łyk i rzekł:
-Tak było, gdyśmy pod koniec wojny szwedzkiej poszli pokarać zdrajcę elektora za zmowę z Carolusem. Poniósł pan marszałek Lubomirski ogień i miecz pod sam Berlin.
Byłem wtedy towarzyszem w jego własnej usarskiej chorągwi, której Wiktor porucznikował. Zastawiał nam się Brandenburczyk, jako mógł: to piechotą, to pospolitym ruszeniem, w którym była szlachta niemiecka - i mówię waści, że nam, usarzom, tak samo jak i nadwornym kozakom, ledwie że w końcu ramiona w zawiasach chodziły...
-Takaż to była ciężka robota?
-Nie była ciężka, bo na sam nasz widok tak niebożętom muszkiety i dzidy w rękach się trzęsły jako gałęzie na wietrze - ale była co dzień od rana do wieczora. Czy kopię wrażasz w piersi czy w plecy, jednako się strudzisz. Hej, miłaż to była wyprawa, bo - jako się rzekło - pracowita, a swoją drogą w życiu ja się tyle ludzkich i końskich zadów nie napatrzył, ile wówczas. Spustoszyliśmy też połowę Brandenburgii tak godnie, że aż Luter w piekle płakał.

WJJBYVM WJQPZJM WJQVJZM WQPQZJM WQBXZKM   Kremy | Sklep Motoryzacyjny | Gazela | Lokale Gastronomiczne Krakw | Klamki Drzwiowe