-Ha! - wołał śmiejąc się Stanisław Cyprianowicz - krótko był w szkole u Bukojemskich, ale przez jeden dzień tyle skorzystał, ile by się w boru przez całe życie nie nauczył.
-A nieprawda - odrzekł Łukasz - gdyż to jest bestia, która z przyrodzenia ma ten dowcip, że wie, co jest dobre. Ledwieśmy go z lasu przywieźli, zaraz się gorzałki napił, jakby co rano w lesie pijał, a potem psu dał w pysk: "Naści (powiada), nie obwąchuj" - i poszedł spać.
-Dzięki waszmościom szczerą będę miał z niego pociechę - rzekł ksiądz - ale go piwniczym nie uczynię, bo choć na napitkach zna się dobrze, zbyt by gorliwie koło nich chodził.
-Niedźwiedź niejedno potrafi - zauważył Jan. -U księdza Głomińskiego w Przytyku jest taki, o którym powiadają, że do organów kalikuje. Ale niektórzy się tym gorszą, bo czasem też i sam ryknie, zwłaszcza gdy go drągiem poekscytują.
-Nie masz w tym nijakiego zgorszenia - odpowiedział ksiądz - ptacy sobie gniazda w kościołach czynią i na chwałę boską śpiewają, a nikt się tym nie gorszy. Każdy zwierz to też służka boży, a Zbawiciel w stajence się narodził.
-Mówią przy tym - rzekł Mateusz - że Pan Jezus młynarza w niedźwiedzia zmienił, więc może się w nim i dusza ludzka ostała.