Serce poczęło w Jacku bić jak młotem: - Och, pojadę - mówił sobie w duszy - nie dla mnie tamto szczęście, a choć i przebaczę, to już zapomnieć nie potrafię, ale by raz ujrzeć jeszcze przed wyjazdem tę tak okrutną, a taką umiłowaną Anulę, raz się jej jeszcze napatrzyć, raz jeszcze głos jej usłyszeć - tego mi, miłosierny Boże, nie odmawiaj!
I myśli leciały szybciej jeszcze od jaskółek, ale nim przeleciały, stało się coś całkiem niespodzianego, bo oto nagle ksiądz Woynowski zmiął list w ręku i chwycił się za lewy bok, jakby szukając szabli. Oblicze zaszło mu krwią, szyja napęczniała, a oczy ciskały błyskawice. Był po prostu tak straszny, że Cyprianowicze i Bukojemscy patrzyli na niego z takim zdumieniem, jak gdyby przez jakieś czary zmienił się nagle w innego człowieka.
W izbie zapanowało głuche milczenie.
Tymczasem ksiądz pochylił się ku oknu, jakby na coś przez nie wyglądał, po czym odwrócił się, spojrzał naprzód po ścianach, potem na gości, ale widocznie zwalczył się już i opamiętał, bo twarz mu zbladła i płomień przygasł w oczach.
-Mości panowie - to człowiek nie tylko zapalczywy, lecz i zgoła zły. Bo powiedzieć w zapalczywości więcej niż słuszność pozwala, to się każdemu trafi, ale w zawziętości krzywdzić dalej i deptać po pokrzywdzonym, to już nie szlachecka i nie katolicka rzecz.

WJGXGJM WJVJXPM WJKKPQM WJZPBXM WJZVVBM