Nastało milczenie, z alkierza dochodziło tylko skrzypienie pióra i wymawiane półgłosem słowa, które ksiądz sam sobie dyktował.
Taczewski wsparł czoło na dłoniach i czas jakiś siedział bez ruchu; nagle wyprostował się, spojrzał po obecnych i przemówił:
-Jest coś takiego, czego ja wyrozumieć nie mogę.
-My też nie rozumiemy - odrzekł Łukasz Bukojemski - ale jeśli się miodu jeszcze napijesz, to i my się napijem.
Jacek nalał machinalnie miodu w kusztyki, jednocześnie zaś idąc za biegiem własnych myśli, mówił dalej:
-Bo że się pojedynek począł w jego domu, za to Pągowski - chociaż takie rzeczy przytrafiają się wszędy - mógł się obrazić. Ale on teraz wie, że nie ja wyzwałem, wie, że mi niesłusznie pod moim własnym dachem ubliżył, wie, żem z waćpanami już w zgodzie, wie, że się więcej u niego w domu nie pokażę - i jeszcze mnie ściga, jeszcze podeptać usiłuje...
-Prawda, że to jakaś osobliwa zaciekłość - rzekł stary Cyprianowicz.
-Ha! waszmość też mniemasz, że w tym coś jest?
-W czym? - zapytał ksiądz, który wyszedłszy z gotowym listem z alkierza, usłyszał ostatnie słowa.
-W tej osobliwej dla mnie nienawiści.
Ksiądz spojrzał na półkę, na której stało śród kilku innych ksiąg Pismo Święte, i rzekł:

WQBYZPM WQPPXPM WQPVYBM WJZJQXM WJJVJBM   Disco Polo Download | Porcelana Villa Italia | Dentysta Warszawa | Zestaw Hid Xenon | Katalog Stron