Ciepło dziewczęcego ciała przeniknęło aż do serca pana Gedeona, które poczęło bić żywiej, ale że bał się zdradzić przedwcześnie, więc nie chciał dłużej narażać się na pokusę.
-Wstań, dziecko - rzekł. -Nie będziesz już płakać?
-Nie będę - odpowiedziała, całując go w rękę, panienka.
-A widzisz! Oj tak! Pamiętaj zawsze, gdzie pewna ostoja i gdzie cicho ci będzie i przytulnie. Bo każdy młodzik rad wiać jak wiatr po całym świecie, a dla mnie ty jedyna. To sobie dobrze zakonotuj!... Nieraz może myślałaś: "Opiekun spogląda jak wilk surowie, rad patrzy, kogo skrzyczeć, i na moją młodość nie ma wyrozumienia", a wiesz ty, o czym ten opiekun myślał i myśli? Często o swoim minionym szczęściu, często o tej boleści, która mu jako grot tkwi w sercu - prawda, ale prócz tego - tylko o tobie, tylko o twojej przyszłej doli, tylko o tym, jakby ci wszystkiego dobrego przysporzyć. Z panem Grothusem tośmy całymi godzinami tak gadali, aż się i czasem śmiał, że to (powiada) jedna mi tylko myśl ostała. A mnie chodziło o to, żeby ci po mojej śmierci chociaż kawałek chleba spokojny i dostatni zapewnić.
-Nie daj Bóg mi tego doczekać - zawołała panienka, pochylając się znów ku dłoni pana Gedeona. I w głosie jej tyle było szczerości, że surowa twarz starego szlachcica zajaśniała na chwilę prawdziwą radością.